Pokazuję tutaj to co chcę. Nie jestem obiektywny.

May 22, 2026

Royalowe przygody

 Nie chwaliłem się, bo i też nie ma czym się chwalić, ale powrót z Royaliska miałem z przygodami. 100 kilometrów od domu złapał mnie deszcz i trzymał prawie do końca podróży. Na stacji benzynowej w Kluczborku zatankowałem do pełna, wypiłem kawę, zjadłem zapiekankę i w deszczu większym lub mniejszym pocisnąłem w kierunku domu. 30 kilometrów za Kluczborkiem Royal zaczął się dławić, przerywać, szarpać i tak do całkowitego zgaśnięcia. Fantastyczna sprawa, jak w filmie, prosta droga, wokół tylko pola, deszcz leje, akurat wtedy mocniej, motocykl staje, nie ma gdzie się schować, można tylko wyć. Przejrzałem na szybko co mogłem, potrzepałem kablami, sprawdziłem połączenia, próba odpalenia i jest, działa. Ruszyłem dalej, ale jakieś 2-3 kilometry to samo, przerywanie i stop. Jak mu dać chwile odpocząć, można znowu przejechać kilka kilometrów i stop, a deszcz ciągle pada. Co robić, laweta? Nie no, do domu zostało jakieś 60 kilometrów, wcześnie jeszcze, krótkimi skokami jakoś dojadę. Robiąc takie skoki przejechałem resztę drogi do garażu, dramat, bo oczywiście gasł w najgorszych miejscach. W głowie kłębowisko myśli, co jest, złe paliwo, w deszczu wody nabrałem, bo to ewidentnie paliwo, najpewniej coś zamokło, gdzieś jakieś zwarcie, ale przy odpalaniu pompa działa za każdym razem. Czas dojazdu do garażu wydłużył się o jakieś 1,5 godziny, w końcu udało się i dotarłem, jak na rozje…nej wuesce, ale można powiedzieć, że z tarczą.  Dopiero w drodze z garażu do domu prawidłowo połączyłem kropki, przecież to mógł być objaw zasysania się zbiornika, po prostu zatkany odpowietrznik. Dzisiaj wyczyściłem korek i przedmuchałem powietrzem wszystkie dziury, no i z duszą na ramieniu pojechałem sprawdzić, co to dało. Royal leci jak zły, jakby diabeł go gonił, on już wcześniej musiał być trochę przytkany, bo teraz ma kopa jak należy. Jestem zawstydzony i zażenowany swoim lamerstwem.



No comments:

Post a Comment