Dzień się zaczął na nie, zero chęci, zero siły, w głowie kołaczą się zaszłości z dnia wczorajszego, ale jeżeli nie dzisiaj, to kiedy, czas ucieka, dni przelatują przez palce, łapać, chwytać, wreszcie jakoś się pozbierałem i w drogę. Na drodze też wszystko na nie, wszyscy jeżdżą trzydzieści, mimo że jadę przez zadupia, to i tak tir za tirem, a wszystko poprzetykane rowerzystami, a no tak, A4 stoi., szaleństwo. Jakaś randomowa stacja, benzyna po 5,99, zjeżdżam i tankuję, patrzę na dystrybutor, urwa!!! 98 zalałem, ale i tu zwrot akcji, cena 6,66, aaa w drodze do kasy banan na gębie, to na pewno nie przypadek, to znak, teraz już będzie dobrze. I było!





















No comments:
Post a Comment